Dawno, dawno temu za siedmioma górami i siedmioma lasami, żył sobie ludzik w grubej kurtce, który nie rozstawał się ze swoim młotkiem i był bohaterem bardzo znanej gry. Koleś ten był bezimienny, ale nie przeszkadzało mu to w zostaniu prawie tak sławnym jak Mario - i choć dziś nie jest już tak rozpoznawalny jak wąsaty hydraulik to wciąż potrafi dostarczyć kilku godzin świetnej zabawy w kolejnej grze na Nes, o tytule Ice Climber.
Zapewne graliście w Icy Tower. Ice Climber pod pewnym względem go przypomina. Wcielamy się we wspomnianego na wstępie gościa z młotkiem i naszym celem jest wspiąć się szczyt lodowej wieży. Kiedy już się to nam uda to zostajemy podsumowani (dostajemy punkty za różne rzeczy) i zaczynamy się wspinać na kolejną wieżę. Problem w tym, że trzeba rozbijać mury, aby wejść na kolejne piętra, a drogi na szczyt pilnują różne zwierzęta biegające i latające. Spotkać można też yeti, a z sufitów może spaść nam na głowę wielki sopel lodu. Nasz Eskimos jest więc na każdym kroku narażony na śmierć. Warto też dodać, że zwierzątka nie są bezmyślne i gdy zobaczą zniszczony fragment muru to przyniosą trochę lodu i dziurę załatają. Gracz musi więc bardzo szybko owe mury rozwalać i wspinać się na kolejne piętra.
Bohater rzecz jasna nie jest bezbronny, w końcu ma młot, którym chętnie rozbije głowę foce czy dziwnemu ptakowi. No dobra, to gra dla dzieci, więc trzeba się powstrzymać przed takimi aktami przemocy i przeciwników wolno nam jedynie ogłuszyć :P. Dobre i to, bo na kilka chwil można się pozbyć natrętnych zwierzaków.
Wspinamy się zatem na wieżę, docieramy prawie na sam szczyt i... włącza się limit czasowy, oraz pojawiają się owoce. Każda wieża na swoim szczycie skrywa bonus, w którym musimy zebrać jak najwięcej owoców lub warzyw w określonym czasie (około 40 sekund). Jeśli spadniemy lub czas się skończy to bonus jest niezaliczony, ale przechodzimy do następnej planszy. Ostatnim celem gracza (gdy już jest na samej górze wieży) jest złapanie takiego wielkiego ptaka (bez skojarzeń świntuchy :P).
W grzie jest też tryb dla dwóch graczy, który polega na kooperacji, czyli możemy pokonywać kolejne poziomy wspólnie z kolegą. Zabawa w multi jest o wiele lepsza i dostarcza mnóstwo śmiechu, choć w singlu też można się bardzo dobrze bawić. Kierowane przez obu graczy postaci nie różnią się niczym, poza kolorem, dzięki czemu można uniknąć pomyłki, kto kim ma grać.
|
W grzie jest też tryb dla dwóch graczy, który polega na kooperacji, czyli możemy pokonywać kolejne poziomy wspólnie z kolegą. Zabawa w multi jest o wiele lepsza i dostarcza mnóstwo śmiechu, choć w singlu też można się bardzo dobrze bawić. Kierowane przez obu graczy postaci nie różnią się niczym, poza kolorem, dzięki czemu można uniknąć pomyłki, kto kim ma grać.
Poziom trudności jest wysoki, ale po przyzwyczajeniu się do sterowania, które jest dość toporne, gra staje się nieco łatwiejsza i da się skończyć wszystkie poziomy. Trzeba jednak wykazać się wielką zręcznością, bo torowanie sobie drogi, omijanie wrogów, skakanie po platformach itp. nie jest takie proste. Wszystko dzieje się dość szybko i trudno początkowo to ogarnąć.
Grafika nie jest szczytem możliwości konsoli, ale jest przyjemna dla oka. Z łatwością można rozpoznać poszczególne obiekty. Wszystko jest też bardzo kolorowe i ładnie animowane, dzięki czemu miło się patrzy na ekran monitora (lub telewizora w przypadku prawdziwego Nesa). Dźwięki też są bardzo dobre, choć trochę mało różnorodne. Na plus mogę zaliczyć muzykę, która wpada w ucho i nie przeszkadza.
Ice Climber to gra bardzo dobra. Spodobać powinna się wszystkim fanom zręcznościówek na Nes. Mimo nieco kiepskiego sterowania i wysokiego poziomu trudności jest to gra, która pozwala się świetnie bawić przez dobrych kilka godzin i (co najważniejsze) nie nudzi się. A jeśli już zacznie to można zaprosić kogoś do gry w multiplayerze. Polecam zagranie wszystkim, bo naprawdę warto.
Ocena: 7+/10
| Plusy: |
Minusy: |
|
+ oprawa A/V + dużo poziomów + multiplayer |
- dziwne sterowanie + wysoki poziom trudności
|
SasmeR
|